czwartek, 16 marca 2017

012 ~Far from Yesterday

         
   Wybory, ach wybory! Gdzie one nas zaprowadzą?

        Pierwszą rzeczą, którą poczuła, był ciepły podmuch powietrza, gładzący jej lewy policzek. Jej nozdrza drażnił znajomy zapach kurzu, książek i wiedzy, który zawsze kojarzył się jej z biblioteką. Uniosła ciężkie powieki, odruchowo je zamykając. Promienie słońca, wpadające przez olbrzymie okna, świeciły prosto w jej twarz. Dopiero po chwili zdała sobie sprawę, że leży na jakiejś książce. Podniosła się ociężale, wzdychając cicho.
- Już myślałem, że w ogóle się nie obudzisz.
Podskoczyła na dźwięk znajomego głosu, otwierając szeroko oczy i przecierając je dłońmi. Później zrobiła to ponownie, ponieważ nie potrafiła uwierzyć, kto siedzi tuż przed nią.
- Profesor Lupin? Skąd pan się tu wziął? Gdzie my jesteśmy?- Pytania niczym pociski opuszczały jej pełne wargi, gdy ona rozglądała się dookoła.
- Uspokój się, Hermiono i zjedz trochę czekolady, powinna pomóc- powiedział Remus, uśmiechając się dobrotliwie, jak zawsze.
Dziewczyna spojrzała na tabliczkę mlecznej czekolady, która leżała na stole i wręcz kusiła ją swoim zapachem i piękną barwą. Wzięła kostkę, uważnie patrząc na byłego nauczyciela. Remus Lupin wyglądał tak jak zawsze: niechlujnie ułożone włosy, wytarte ubrania, delikatny uśmiech i oczy, z których biła ogromna mądrość oraz doświadczenie.
-  Profesorze, gdzie my jesteśmy?- zapytała po chwili Hermiona.
- Nie poznajesz tego miejsca?- odrzekł Lupin, mrugając do niej - Obydwoje spędzaliśmy tu wiele czasu.
W jego głosie mogła wyczuć nostalgię i tęsknotę. Rozejrzała się ponownie po pomieszczeniu, rozkoszując się jego zapachem, wyglądem i wspomnieniami z nim związanymi. Czuła pod palcami znajomy aksamit, miejscami już wytarty do miękkiej gąbki, z której wykonane było krzesło.
Oczywiście, że poznawała to miejsce. Nie potrafiłaby go zapomnieć. Zamknęła oczy, uśmiechając się delikatnie. Gdyby skręciła w lewo doszłaby do działu Eliksiry i Zielarstwo, a jeszcze dalej, tuż na samym końcu pokoju, znalazłaby Dział Ksiąg Zakazanych. Biblioteka Hogwartu przez wiele lat była jej ostoją, bezpieczną przystanią, w której jej myśli mogły płynąć po tylko sobie znanych wodach.
- Nie zmieniła się za wiele- mruknęła, a jej oczy błyszczały.
- Niektóre rzeczy po prostu się nie zmieniają- zaśmiał się czarodziej, chwytając tabliczkę czekolady i ułamując kosteczkę smakołyka - Nie dziwi mnie twój wybór, sam chyba chciałbym się tu znaleźć.
- Mój wybór?- zdziwiła się kobieta.
- No tak, zapomniałem ci wspomnieć. Użyłaś potężnej, starej i bardzo trudnej magii, która połączyła cię z Theodorem Nott'em, gdyż nie chciałaś aby twój przyjaciel zginął. Po tym zostałaś jakby.. zawieszona? Ciężko to określić, ale znalazłaś się w miejscu bliskim twojemu sercu - powiedział profesor, a ona znów czuła się jak na zajęciach w trzeciej klasie.
- Czy ja...?
- Nie. Spokojnie, na razie jesteś w śpiączce. Mamy dużo czasu- wytłumaczył, wygodnie usadzając się na krześle.
- Jeśli wybrałam to miejsce, to dlaczego akurat pan tu jest?- spytała, unosząc brew do góry.
- Doskonałe pytanie! Sam chciałbym to wiedzieć. Może jest tak jak w przypadku Harry'ego i Albusa?  Może wybierając miejsce wybrałaś też osobę, której ufałaś i która była kimś w rodzaju wzoru dla ciebie?
- Sama nie wiem, nie pamiętam. W jednej chwili byłam z Nottem, a w drugiej obudziłam się tutaj. Nie wiem jak to się stało.
- Nic nie szkodzi, czysta ciekawość - powiedział Lupin, uśmiechając się szeroko - Jednak jeśli by tak było, to jestem zaszczycony będąc dla ciebie kogoś w tym rodzaju.
Hermiona odwzajemniła uśmiech.
- Co pan miał na myśli mówiąc, że jak w przypadku Harry'ego i profesora Dumbledore'a?- Uniosła brew do góry, a jej oczy błyszczały rozbawione.
- Pozostawmy to na następną rozmowę.- Lupin mrugnął do niej znacząco, a ona zaśmiała się cicho. Nagle ogromny zegar rozbrzmiał, a zaskoczony nauczyciel wstał z miejsca.
- Cóż, na mnie już pora. Najwidoczniej nie mieliśmy tyle czasu, ile powinniśmy mieć. Dobrze było cię zobaczyć, Hermiono- powiedział, przerzucając przez ramię swój wełniany płaszcz.
- Zaraz! Gdzie pan idzie? Co ja mam teraz zrobić?- Zerwała się z miejsca, biegnąc za Remusem, który szedł sprawnie między regałami. Nagle mężczyzna zatrzymał się tuż przed drzwiami i uśmiechnął się szeroko.
- Doskonale wiesz, co masz robić. Przecież jesteśmy w twojej głowie.- Odwrócił się i najzwyczajniej w świecie wyszedł, a ona jeszcze przez chwilę stała jak słup soli, mając wrażenie, że profesor zaraz wejdzie przez te drzwi, krzycząc "Żartowałem".
Nic takiego jednak nie miało miejsca. Hermiona odwróciła się i podeszła do okna. Słońce powoli zanurzało się w jeziorze, który mieniło się niczym drogocenny klejnot. Musiała poskładać z całość kilka faktów. W przedziwny sposób znalazła się w śpiączce, przez to, że wyszeptała formułkę zaklęcia wiążącego i w ten sam sposób znalazła się w bibliotece, która była tylko wyobrażeniem jej umysłu. Spotkała Remusa Lupina, który był jej nauczycielem i członkiem Zakonu Feniksa. I nie żył od blisko 5 lat. Cudownie. 
Miała wrażenie, że powoli zaczynała wariować. Usiadła z  powrotem na krześle, opierając głowę na dłoni.
- Coś ty najlepszego zrobiła, Hermiono?- mruknęła do siebie.
To była chwila, po raz pierwszy nie myślała o konsekwencjach swojego czynu. Nie mogła pozwolić Blaise'owi zginąć, przez błąd, który popełnił wiele lat temu. Zmienił się i stał się osobą, której zaufała. Był jej przyjacielem, choć wiele lat temu pomyślałaby, że to absurd.
Co się z nią stało? Kiedyś była odważną Gryfonką, lojalną, pomocną i pełną wiary. Gdzie zatraciła te cechy? Gdzie zatraciła siebie?
Nagle łzy zaczęły spływać po jej policzkach, a ona przyciągnęła kolana do brody, wpatrując się w dal.
Zdała sobie sprawę, że zgubiła się. Wszystko gdzieś uciekło, zniknęło, ukryło się między miesiącami. Pozostały jej tylko strzępy świata, który znała.
Każdy miał swoje tajemnice, które miały pozostać w ukryciu jak najdłużej. Każdy dźwigał własne brzemię, z którym musiał mierzyć się każdego dnia, patrząc w lustro. Pamiętała czasy pozbawione strachu, pełne uczuć i szczęścia. Odeszły od niej? Chyba ona odeszła od nich. Co byłoby gdyby nie wyruszyła na tę misję? Czy nadal trwałaby wojna? Może mieli szansę, którą ona zaprzepaściła? Co jeśli zniszczyła wszystko?
 Teraz siedząc w bibliotece, w swojej własnej głowie zadawała sobie wiele pytań, lecz jedno nurtowało ją najbardziej. Czy dokonałaby tego samego wyboru drugi raz?
***
- Co z nią?
Podniósł głowę, patrząc na Blaise'a, który niepewnie wszedł do pomieszczenia. Był blady i jakby nieobecny. Przeniósł swój wzrok z powrotem na śpiącą Hermionę. Sam nie wiedział co z nią.
- Bez zmian- odparł cierpko, poprawiając się na fotelu.
- Theo- zaczął ciemnoskóry, lecz on pokręcił tylko głową.
- Nie zaczynaj, Blaise. Nie teraz.
- Więc kiedy?
- Nie wiem.- Przeczesał włosy dłonią, wzdychając cicho. Podczas snu Granger wyglądała tak niewinnie i bezbronnie, lecz on wiedział, że coś się dzieje. Czuł to.
- Chociaż wysłuchaj mnie- powiedział po chwili Zabini- Żyłem z poczuciem winy, przez wiele lat. Każdego dnia myślałem o tym: wstając rano i zasypiając wieczorem. Nie ma na świecie siły, która przywróciłaby twojego brata do życia, ale wierz mi, że jeśli byłaby... Jeśli byłaby taka możliwość, nie zawahał bym się i kosztem własnego życia sprowadziłbym Willa. Nie oczekuję od ciebie wybaczenia, gdyż sam sobie tego nie wybaczyłem. Chciałbym tylko, abyś wiedział. Wiedział, że każdego dnia żałuję tego co zrobiłem.
Theodor spojrzał na mężczyznę uważnie. Gdzie podział się ten chłopak, co potrafił rozśmieszyć nawet Severusa Snape'a? Gdzie zniknęły jego cięte riposty, trafne komentarze i niesamowity urok? Pod oczami miał cienie i delikatne zmarszczki, w których kryło się poczucie winy. Jego ciemne oczy zlustrowały sylwetkę Zabini'ego. Nie miał już sportowego, twardego ciała. Był chudy, mizerny i jakby złamany. Theodor w każdym jego geście, słowie mógł dostrzec poczucie winy, zżerające go od środka przez wiele lat. Odwrócił głowę, zamykając oczy.
- Przepraszam, Blaise- wychrypiał.
Żaden z nich nie spodziewał się tych słów. Ciemnoskóry ze świstem wciągnął powietrze, wpatrując się w Nott'a.
- Za co? Przecież to ja...-zaczął cicho, a jego bursztynowe oczy błyszczały w ciemnościach.
- Przepraszam za to, że omal cię nie zabiłem. Gdyby nie Granger- rzekł Theo, patrząc na kobietę- nie powstrzymałbym się. Nie pamiętam za wiele, ale wiem, że byłem na o gotowy. Przepraszam, Blaise.
- Powinieneś mnie wtedy zabić- szepnął w odpowiedzi drugi mężczyzna - Czasem zastanawiam się czemu jeszcze żyję.
- Powinieneś żyć.
Zapadło pomiędzy nimi milczenie, lecz nie było ono niezręczne. Chwilę później Blaise wyszedł z pokoju, wiedząc, że coś się zmieniło. Sam jednak nie miał pojęcia co.
Ciemnowłosy ponownie spojrzał na leżącą w łóżku kobietę. Jej kasztanowe loki rozrzucone były na poduszce, a jej pierś rytmicznie unosiła się i opadała. Miała rozchylone wargi i zmarszczone brwi. Dopiero po chwili Theodor zauważył, że płakała. Srebrne łzy spływały po policzkach i wsiąkały we włosy i w poduszkę. Podszedł do niej, ostrożnie klękając przy krawędzi łóżka. Delikatnym ruchem dłoni otarł te łzy. Nagle poruszyła się nieznacznie, unosząc powieki. Nie odsunął się, nie odsunął również swojej dłoni. Żadne z nich nie potrafiło wykrztusić chociażby słowa. Wpatrywała się w niego swoimi wielkimi, czekoladowymi oczami z widocznym zdziwieniem i zaciekawieniem. Delikatnie musnął jej policzek kciukiem, a po jego ciele rozszedł się przyjemny dreszcz. Widział jak bierze głęboki oddech. Spojrzał na nią po raz ostatni i wyszedł. Uciekł jak tchórz, choć sam nie wiedział przed czym.
***
               Szli opustoszałymi ulicami Budapesztu, trzymając się za ręce i milcząc. Każde z nich zastanawiało się nad tym, co przed chwilą usłyszeli. Czy mogli zaufać Dorcas? Nie mieli pojęcia. Wiatr zagwizdał w okna, a blaszane śmietniki przewróciły się na ziemię z głośnym łoskotem.
- Co o tym myślisz?-Harry spojrzał na swoją dziewczynę, zakładając na jej ramiona swoją bluzę. - Mam mieszane uczucia, jeśli mam być szczery.
- Tak, ja też.-Uniósł zaskoczony brew, patrząc na nią.Wzruszyła tylko ramionami.- No co?
- Nic, tylko zazwyczaj rozwijałaś swoje przemyślenia. Tłumaczyłaś, gestykulowałaś i ogólnie przekazywałaś swoje emocje i odczucia.
- Uznałam po prostu, że najlepsze w tej sytuacji jest milczenie. Czasem jest one niezbędne, zwłaszcza, że ta sytuacja dotyczy głównie ciebie, Harry- powiedziała spokojnie, uśmiechając się kącikiem ust.
- Ale przecież Dumbledore i ten cały Zmieniacz Czasu... Nie uważasz, że to dziwne?-zapytał, marszcząc czoło.
- Oczywiście, że jest to cholernie dziwne, ale co zrobimy? Przecież znałeś Dumbledore. Czy on kiedykolwiek był normalny?
Harry uśmiechnął się szeroko, obejmując ją.
- Nie, nigdy.
- Okay.
Szli z powrotem do hotelu, rozmawiając o błahych tematach i śmiejąc się głośno. Potrzebowali siebie, chwili wytchnienia i zwykłych rzeczy takich  jak zwiedzanie, podziwianie miasta  czy po prostu kosztowanie regionalnych przysmaków. Skręcili w jedną z uliczek, opychając się pączkami z batatów, które wręcz rozpływały się w ustach. Ginny zagryzła dolną wargę, wpatrując się w mężczyznę, który również na nią spoglądał. Patrzył na nią, jakby zawiesiła na niebie gwiazdy. Uśmiechał się. I choć niczego nie mogli być pewni w tych czasach, wiedziała tylko, że kocha go i zawsze będzie go kochała.
- Gin?- Potter zatrzymał się przed jakąś kamienicą.- Czy to nie jest ta kamienica, o której mi mówiłaś?
Nagle jakby zabrakło jej tchu. Kamienica wyglądała jak wyjęta żywcem z jej wspomnień. Była pomalowana na żółty, brudny kolor. Gdzieniegdzie odłaziła farba, a okna wyglądały jak z XVIII wieku. Charakterystycznym elementem budowli były zielone, proste drzwi.
- To ta. Właśnie ta.
- Co robimy?- zapytał po chwili Harry.
Problem polegał na tym, że nie miała pojęcia.
***
            Usiadła na brzegu łóżka, opierając brodę na ręce. Co to miało być? Obudziła się czując charakterystyczny zapach Theodora i ciepło na policzku. Starł jej łzy. Czuwał przy niej. Zdała sobie sprawę, że to był pierwszy raz, kiedy jej dotknął w tak subtelny i delikatny sposób. Było to niezwykle dziwne, jednak nie miała ochoty zastanawiać się nad tym. Zbyt wiele rzeczy zdążyło się w ciągu ostatniej doby. Szybko wciągnęła na siebie spodnie, przy okazji ścierając ostatnie łzy z policzków. Musiała wziąć się w garść. Przeczesała włosy dłonią, wzdychając cicho. Nagle do pokoju wpadł Malfoy z rumianymi policzkami, które dziwnie kontrastowały z jego jasnymi włosami.
- Theodor powiedział nam, że się obudziłaś- wytłumaczył, spoglądając na nią pięknymi oczami- Jak się czujesz?
- Bywało lepiej- powiedziała gardłowo, unosząc kącik ust do góry.
- Twój wygląd też bywał lepszy.- Uśmiechnął się kpiąco, a ona prychnęła niczym rozjuszona kotka.
- To samo mogłabym powiedzieć o tobie. Fajne wdzianko, Malfoy- sarknęła, patrząc na jego fioletowy sweter.
Draco wywrócił tylko oczami.
- Chodź na dół, musimy ustalić co dalej.- Kiwnęła głową, momentalnie poważniejąc. Zeszli po schodach w milczeniu, wymieniając się tylko spojrzeniami. W kuchni krzątał się Blaise, a Theodor stał przy oknie, odwrócony do nich plecami. W powietrzu unosił się zapach smażonych pomidorów.
- Hermiona!- Blaise spojrzał na nią uważnie, po czym zamknął jej wątłą postać w stalowym uścisku. Wiedziała, że targają nim naprawdę silne emocje.
- Żyję, Blaise. Jeszcze żyję- powiedziała z przekąsem, wyplątując się z objęć mężczyzny i siadając na krześle. Draco zrobił to samo, biorąc gryza zielonego jabłka. Spojrzała na niego, uśmiechając się kpiąco. Niektóre rzeczy nigdy się nie zmienią.
- Draco i Theodor powiedzieli mi, że użyłaś jednego z zaklęć z Księgi. Czy ty kobieto do reszty oszalała?- sapnął nagle Zabini, patrząc na nią wściekłym wzrokiem. Wzruszyła ramionami.
- Wiedziałam co robię, Blaise. Nie mogłam pozwolić, aby coś ci się stało. Nie po tym co dla mnie zrobiłeś.
- Szlachetnie, Granger- mruknął Nott, odwracając się i  delikatnie unosząc brew.
- Gdyby nie niektórzy ,w ogóle nie musiałabym niczego robić.- Hermiona uśmiechnęła się sztucznie.
- Zostawmy ten temat w spokoju. Musimy się zastanowić co teraz zrobimy- powiedział ciemnoskóry, widząc jak Theodor otwiera buzię, aby odwarknąć kobiecie.
- Masz nadal Księgę?- zapytała Granger, bawiąc się palcami dłoni.
Blaise wstał, sięgając po różdżkę. Nagle przed nimi pojawiła się wielkie, piękne tomisko ze złotymi kartami i twardą, pomarańczową okładką. Aksamitna zakładka w kolorze czerwonym była zdobiona srebrnymi kwiatami. Była niesamowita.
- Jesteś taka przewidywalna, Granger.- Spojrzała na Nott'a spod przymrużonych oczu, jednak nic nie powiedziała.
- Panowie, to jest Księga, którą spisał sam Merlin.
Nagle nastała cisza, a książka unosiła się w powietrzu, jakby promieniując złotym blaskiem.
- Niemożliwe. Jak udało wam się ją zdobyć?- zapytał Draco, trzymając ogryzek w dłoni.
Hermiona spojrzała na Blaise i uśmiechnęła się delikatnie.
- To długa historia.
Sięgnęła po tom i delikatnie go otworzyła. Ostrożnie wertując kartki zatrzymała swój ciekawski wzrok na jednej z nich. Cisza otulała ich postacie.  Uważnie śledziła tekst, blednąc z każdym słowem.
- I co? Co wyczytałaś?- zapytał w końcu Theodor.
Westchnęła cicho i spojrzała na niego.
- Nie myślałam, że konsekwencje będą aż tak poważne.
- No mów, Granger. Teraz to nie czas i miejsce na takie rzeczy- warknął zirytowany.
- Połączyłam nas starą i bardzo potężną magią. Nie wiemy jak potężną. Tu jest napisane, że- opuszkiem palca pokazała na jakąś linijkę w tekście- po jakimś czasie nasze uczucie mogą się wyostrzyć, a umysły mogą posiadać zdolność do kontaktowania się. Jest to przerażające, jednak najgorsze w tym wszystkim jest to, że jeśli coś ci się stanie, jeśli zostaniesz zraniony, pobity lub umrzesz ,ja odczuję wszystko i zginę wraz z tobą.
Nikt się nie odezwał. Nikt nie wiedział co powiedzieć.

 Hermiona i Theodor  spojrzeli na siebie, rozumiejąc, że nie ma już odwrotu. Tkwili w tym bagnie razem. Dosłownie.
____________________________________________________________
Cześć i czołem!
Prezentuję Wam właśnie dwunasty rozdział tego opowiadania, który moim skromnym zdaniem jest rozdziałem dość kiepskim, ale koniecznym. Nie chcę zdradzać za wiele, ale powoli zbliżamy się do końca pierwszej części tej historii. Tak zaplanowałam i mam nadzieję, że mi się uda dotrwać do końca drugiej części.
W każdym razie wstawiam rozdział do Waszej oceny! Każdy komentarz, każdy, ale to każdy się liczy! Wyraźcie swoje opinie, bo dają wiele motywacji!
Do napisania!
Endory

2 komentarze:

  1. Cześć i czołem ! Wpadam na Twój blog często. Bardzo się cieszę, że dodałaś nową notkę.
    Bardzo podoba mi się Twój styl pisania i to, że Hermiona jest tak pięknie kanoniczna. W dodatku Draco i jego relacja z Granger, została przez Ciebie ttak delikatnie (i jakby to było oczywiste) przedstawiona.
    Podobał mi się fragment w tym rozdziale o pierwszym tak subtelnym dotyku Notta :)
    No i zakończenie ! czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział :)
    Życzę weny, na prawdę ciekawie prowadzisz opowiadanie, mimo cięzkiego tematu, piszesz lekko kiedy należy i twardo i dosłownie, kiedy należy :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny rozdział, jak wszystkie zresztą ❤️

    OdpowiedzUsuń

Layout by Alessa Belikov